Nasza strona używa plików cookies, by ułatwić korzystanie z serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Polityka cookies strony internetowej Urzędu Gminy Gródek.
Serwis Gminy Gródek

Rozkład jazdy

Rozkład jazdy PKS Białystok

BIP i Dzienniki

BIP

Informacje

Elektroniczna Platforma Usług Administracji
                Publicznej

BIP

Wrotapodlasia

Powiat Białostocki

Turystyczne Wrota

LGD Puszcza Knyszyńska

Regionalny Program Operacyjny Województwa
                Podlaskiego

Ciekawe Podlasie Podlaskiego

Park
                Karobrazowy Puszczy Knyszyńskiej

Polska Izba Rolnicza

PAMIĘTNIK O RUCHU PARTYZANCKIM, W WOJEWÓDZTWIE GRODZIEŃSKIM,
W 1868 i 1864 R. - WYBRANE FRAGMENTY

     24 kwietnia jak kto mógł wyrwał się z miasta i zdążył przed Zieloną Puszczę do wsi Kamionki, a pomiędzy przybyłymi wyróżniali się: Barancewicz, Brandt, Micewicz, Roman i Ejtminowicz, oficerowie miejscowego moskiewskiego pułku; i d. 25 w liczbie 70ciu opatrzeni w broń nadwiezioną, przeszli do ostępu Starzynki, gdzie też stawił się z ochotnikami bielskimi w 130tu Kierśniowski (Grom); dnia 26 a było to w niedzielę, uformowani w sekcję, weszli do wsi Sokołdy i zebranym włościanom odczytali Manifest Rządu Narodowego; nareszcie tegoż dnia o 4 wiorsty od Sokołdy, zajęli ostęp zapadły, w którym stare sosny i jodły, zdawały się wśród nadchodzącej nocy, przysłuchiwać gwarowi ludzi i szczękowi broni, ruszać się od migającego światła ognisk.

     Nadciągnął Huściłło z 32u Sokolszczanami i stary Kobyliński z dorosłą młodzieżą ze swojej rodziny, z żywnością i ładunkami. Wkrótce rozległo się gwizdanie, wystąpiliśmy.

     Kilku konnych poprzedzało kolumnę i stawiając na wejściu do ubocznych ścieżek, wytykało kierunek, bo noc była nieznośnie ciemną. Przechodząc trakt białostocko-kryński, rozłożono ogień, trzem zdrajcom odczytano protokół śledztwa i trzy trupy zawisły na jednym drzewie. O świcie zbliżył się oddział do wsi leśnej zwanej Lipowym-mostem i tu przybyli: nominowany przez Rząd Narodowy naczelnik wojenny województwa grodzieńskiego, pułkownik Onufry Duchyński i zamianowany przezeń na szefa sztabu głównego tegoż województwa , inspektor szkoły strzeleckiej sokólskiej Waler Wróblewski. Po przeglądzie na marszu weszliśmy do Lipoweg-mostu. Na polanie okolonej sosnowym lasem, tuż przy wsi, kazano stanąć do frontu i przywołanej włości odczytano Manifest Rządu Narodowego, okrzyk: "niech żyje Polska!" poniósł się po lesie. Następnie pod wzgórzem rozstawiono sekcję i dozwolono gotować. Oboźny Puchalski wydzielał z wozów skromne zapasy. Przyboczne domostwo zajęte zostało na kancelarię, pomiędzy warsztatami tkackimi wśród dzieci i gęsi, wydawano, rozkazy i odliczano pieniądze. Doszła wieść o nadejściu Moskali do puszczy, kazano wystąpić. Lasem, gdzie z ziemi wpośród zżółkłych igieł sosnowych, już wykwitały liliowe przylaszczki, przeszliśmy do ostępu, również jak pierwszy, Starzynką zwanego. Dozwolono stawiać szałasy, spadały walone siekierami gałęzie jodeł i każda sekcja, stosownie do drzew okolicznych stawiała swój szałas. Noc z 27 na 28 była zimna i śnieżna, wszyscy tulili się do ognisk rozłożonych przed szałasami, a gdy sen ogarnął, nie jeden się w żar zataczał. Przed północą przybyli do obozu Świsłoczanie w 48miu, i nadeszły wozy z żywnością. Skoro słońce weszło, zawołano do frontu i przystąpiono do przeglądu szczegółowego ludzi i broni. Każdy ochotnik nie umiejący nabijać i strzelać otrzymywał kosę, lecz nie tylko strzelb myśliwskich, bo sztucerów nie było, ale nawet kos nie stało dla 48miu. Opatrzonych w broń podzielono na 3 kompanie: pierwszą Romana, drugą Barancewicza, a trzecią utworzył oddział Kiersnowskiego. W 1 i 2 kompanii wypadło po 92ch strzelców, u Kiersnowskiego 50ciu. Przez cały ranek podczas przeglądu ,gotowano kaszę, bo naczynia dla braku przechodziły koleją, od sekcji do sekcji. Ku wieczorowi nadeszły pewne wiadomości o pobycie w puszczy moskali. Po zachodzie słońca wyruszyliśmy w pochód na noc. Co krok wozy czepiały się kołami o pnie i korzenie, lub zapadały w jamy, co krok kolumna stawała. Nad rankiem podczas cichości podwojonej, przy przejściu w poprzek gościńca sokołdskiego, konie rżały a rżały, "będzie bitwa," wyrzekł pułkownik Duchyński. O wschodzie słońca, a było 29 kwietnia, przebrnąwszy ruczaj zajęliśmy ostęp zwany Komatowszczyzna, rozłożono ognie. Nieprzyjaciel spodziewany był od strony, z której przyszliśmy, a więc przed frontem obozu mieliśmy ruczaj, a za nim wzgórza Pereciosu, z boków i w tyle błotne łąki, po za którymi ciągnęły się inne ostępy; jeszcze z prawego nam boku od Królowego-stojła, płynęła wśród błota rzeczka Słójka; najsuchsze pole było w tyle obozu i tam też wysłano pierwszą kompanię na musztrę. Wysuwającym się nieco od obozu w stronę ku Waliłom, dało się słyszeć bębnienie. Następnie konni nasi dali znać: że moskale idą i że już zwrócili z gościńca na naszą ścieżkę, a więc zawołano: "do broni!" Po przed obóz wystawiono strzelców trzeciej kompanji i część pierwszej, pozostałych z pierwszej kompanji rozsypano na załamanem prawem skrzydle, a zaś strzelców drugiej kompanji na załamanem lewem; wozy ustawiono w środku, a kosynierowie ze wszystkich kompanji połączeni pod dowództwem Kobylińskiego, utworzyli rezerwę w tyle obozu. Było 3 kwadranse na czwartą z południa, moskale uderzyli na kąt załamania od lewego skrzydła, ogień naszych strzelców wnet zmusił ich do cofnięcia się, lecz z linji naszej i po obozie naszem rozległ się okrzyk "hurra!" i nastąpiła cisza, a po niej moskale jednoczasowie objęli front i oba skrzydła. I trwał z obu stron ogień bezustanny, potem posłyszeliśmy ich sygnał "usilitsia" i ogień z ich strony jeszcze bardziej się wzmocnił. Nasze prawe skrzydło, gdy tam 4 ranili, zeszło; lewe zaś dłużej się trzymało, lecz musiało opuścić nareszcie plac boju, popadłszy w krzyżowe strzały. Wozy i znajdująca się na nich żywność i odzież, pieniądze drobnem srebrem do 1,800 rs. i pieczęć wojenna województwa, dostały się w ręce moskali. Między innymi zginęli nam Puchalski i Radziwonowicz Jan; ranieni: M.., P.., Radziwonowicz Izydor i Kobyliński Adolf. Bój trwał godzinę, moskale pochwyciwszy wozy uchodzili wnet z lasu, ostrzeliwując po drodze sosny i wywroty. Nadeszła noc, należało wszystkim stosownie do zalecenia danego oficerom przed bitwą zebrać się w Starzynce. Ostatni schodzący z obozowiska, jedni z Barancewiczem, drudzy tam z Wróblewskim zdążali; reszta ruszyła w inną stronę. Barancewicz doszedłszy do Starzynki, przeszedł przez dawne obozowisko, Wróblewski prowadząc przez zawały, stanął o wiorstę, nastąpiło porozumienie się i zejście się w jedno miejsce. Pułkownik Duchyński był z nami, wnet też rozkazał nam w 37miu pod dowództwem Kiersnowskiego, ruszyć ku głównej części, która się zebrała w innej stronie, połączyć się z nimi i marszem ku bielskiemu powiatowi odciągnąć w tamte strony moskali; sam zaś z szefem został na miejscu. Kiersnowski nieznalazłszy wskazanej mu części oddziału, ruszył w 37miu w Bielskie. Ochotnicy głównej części, jedni opuszczeni przez oficerów, rozeszli się do domów, drudzy częściami ukryli się w Sokolskiej puszczy; w tej liczbie 12tu z Ejtminowiczem. We trzy tygodnie potem, wysłany na pobojowisko z rozkazu Wydziału zarządzającego prowincjami Litwy, obejrzałem je. Przed ruczajem od wejścia naszego wznosiła się podłużna mogiła z prostym niewielkim krzyżem a w niej spoczywało 32ch poległych, pogrzebionych przez włościan, wobec władz moskiewskich, mieli to być wszystko nasi; szmaty odzienia i papierów walały się po ziemi okrytej śladami ludzi, i koni, a swąd był wokół nieznośny, w jednym miejscu dogniwał koń zabity i kruk kracząc, krążył nad nim; w wielu miejscach były świeżo nadrąbane drzewa, od wydobywania kul, które w nie zagrzęzły. Mówiono mi wówczas, że niektórzy z pochowanych ugodzeni byli loftkami i że moskale mieli z sobą 4 armaty, z których, gdy im jedna osiadła w ruczaju, pozostałe trzy ustawili na wzgórzu przed ruczajem, na lewej stronie od ścieżki wiodącej do naszego obozu. Daleko później mówiono nam, że moskale swoich zabitych pochowali w zaroślach pod wzgórzem na stronie również lewej i że jakoby zabitych Moskali w tej bitwie zwanej walilską było 305ciu, Sokólska puszcza według początkowego planu, miała być miejscem zbiorowym powstańców uorganizowanych w Białostockiem, Bielskiem i Sokólskiem; druga część bielskiej organizacji wojennej wystąpiła w swoim czasie, ale prowadzona przez Latkowskiego, dwukrotnie napadnięta przez moskali ,pod Hornowem i pod Brześcianką, rozproszoną została; sokólska zaś organizacja wojenna prawie się nie ruszyła z domów. Otóż wywołaniem sił nieporuszonych i zebraniem rozproszonych natychmiast zajęli się: Naczelnik województwa Duchyński i szef Wróblewski. Chroniąc się we dwóch pod Krynkami w Sokólskiej puszczy użyli odpowiednich środków do oszukania błąkających się i przywołania zobowiązanych; skupiając ich w oddziałki po 15stu odsyłali Ejtminowiczowi stojącemu w pobliskim ostępie, a gdy już uzbierało się 200 złączyli się sami z oddziałem i wystąpili na łąki pod ostępem Budziskiem, potem krótko przestawszy na nich, przeszli na błota okoliczne i w końcu mając na względzie zdrowie żołnierzy , zajęli wzgórza ostępu Budziska. Pod suchem wzgórzem okrytem jodłowym lasem wzniósł się krzyż ciosany na straż mogile, wyzwolonego przypadkowym strzałem od cierpień życia partyzanckiego i na błogosławieństwo obozowi rozłożonem poza nim ,- na wzgórzu, w jodłowym lesie. Stary Kobyliński z 16tu konnymi, na ilu się zdobyto wówczas, wyruszył poza obręb Sokólskiej puszczy. Natomiast Waszkiewicz przyprowadził z bielskiego około 50u, a Zaręba z Sokólskiego, 120tu. Pojedynczo między innymi przybyli: Zawistowski i Huwald. Wtedy podzielono całą massę na 3 kompanje: 1szą Zawistowskiego, złożoną z 86u strzelców i tyluż kosynierów; 2gą Huwalda, złożoną podobnież jak pierwszą, i 3ą Tołkina z 45u strzelców i 85u kosynierów. Na dolinie pod krzyżem poddano ochotników mustrze ciągłej, starając się wyćwiczyć ich w obrotach ciała, łamaniu frontu i tyralierce: Ejtminowicz był głównym instruktorem, a regulamin wydany w Paryżu, przechodził z rąk do rąk. Tymczasem nadchodzi Kobyliński, okazawszy się w Piaszczenikach, gdzie ukarał szpiega, w Krynkach gdzie odczytał Manifest Rządu Narodowego i w Mostowlanach, dokąd się schronił od 2chszwadronów ułanów i 3ch rot piechoty wysłanych na niego. Znalazło się kilka świeżych koni, a więc przybyło i kilku konnych, a więc musztra i regulamin konnicy. Szwadronowi Kobylińskiego, wyznaczono stanowisko w przyległym ostępie i kompanja Zawistowskiego wysłana w pobliże. Wspólnym miejscem dla wszystkich była dolina pod krzyżem: tam od wschodu do zachodu słońca, lasy odbijały ech komend, o brzasku "od prawego po jednemu kłusem, marsz! Formuj dwójki, marsz!..." następnie: "w prawo! na lewo, w tył! półobrotu w pra-wo! sekcjami na prawo zachód, marsz! w łańcuch naprzód, marsz!".A wszędzie po lesie stoją szałasy w rzędy, z dachem ułożonym z kory, opuszczonym do ziemi a bokami wyplecionemi z jedliny. A przed szałasami ogniska i ponad niemi wiszą kociołki, z których po zagotowaniu jemy kaszę łyżkami z odpowiednio wyciętej i wygiętej kory. A w bok od szałasów mamy wozy i arsenał i kuźnię i rymarzy i nieco dalej jamy gotowe, dla ukrycia rzeczy, którychbyśmy nie mogli unieść. Pierwszy czerwca a siedemnasty dzień pobytu naszego w Budzisku schodził, gdy powzięliśmy wiadomość, że moskale weszli do puszczy i wprost idą ku nam, a oprócz tego niezwykły ruch moskiewski wszczął się wokół puszczy. Dwanaście rot piechoty, nie licząc konnicy miało nas objąć: zatem zakopawszy rzeczy przeciążające, wystąpiliśmy. Wypadało iść ostrożnie. Maszerowaliśmy pomiędzy Sokołdą i Dworzyskiem, a zbliżywszy się ku większej drodze , zatrzymaliśmy się dla zbadania stanu rzeczy i wypoczynku; lecz wnet rozległ się strzał od naszej widety gdzie stali Trusiewicz i Zaręba: strzelili do nich kozacy; ruszyliśmy zatem pod kątem do kierunku uprzedniego, opalonemi lasami, ku rzece Sokołdzie. Wieczorem na górze pod rzeką Sokołdą stanęły kompanje jedna za drugą; słońce świetnie zachodziło; cicho wysyłając na dolinę po kilku, czerpano wodę z rzeki i gaszono pragnienie zmęczonych żołnierzy, a gdy ściemniało napojono konie. Tymczasem wysłani do Budziska na zwiady wrócili dając znać, że zaledwieśmy odeszli przyszli moskale; nie znalazłszy nas samych, przetrzęśli miejsce obozu, a wykrywszy jamy nasze zabrali z nich rzeczy ukryte. O 11tej w nocy wyruszyliśmy ku Dworzyskom i dnia następnego stanęliśmy w ostępie o milę od wioski. Już gotowaliśmy jedzenie, gdy zagrała nieopodal trąbka moskiewska "dan signał dla grenadier!" wylano kotły, i w pochód pod Dworzyska. Tołkin szedł naprzód, Humald za nim a kompanja Zawistowskiego w ariergardzie. Ujrzeliśmy na piasku ślady moskali i powzięliśmy wiadomość, że przed godziną wyszli z Dworzysk; konnych z Kobylińskim wysłano w lewo a wszystkie kompanje piesze z pułkownikiem Duchyńskim pospiesznym marszem, ruszyły na prawo w kierunku ku Piłatowszczyźnie. W marszu pułkownik Duchyński oddzielił 80u szemrzących na trud i niedostatek a przytem źle w broń opatrzonych i uwolnił ich od zobowiązań żołnierskich. O 1ej w nocy stanęliśmy w ostępie o 10 wiorst od Piłatowszczyzny; wilgoć z ziemi dreszczem przejmowała: zaskrzyły się ognie; głód dokuczał: zjawiły się wydobyte z pobliskich wiosek chleb, wódka i mięso gotowane. O 10ej rano wystąpiliśmy i wkrótce wyszliśmy z puszczy. Na polu, pod lasem kłosowało zboże, na łące, przy strudze kwitły wszelkich barw kwiaty: cały oddział samowolnie stanął i pomimo rozkazu maszerować naprzód, rozsypał się po zbożu i kwieciu. Ochotników tułających się po głuchych, ciemnych i wilgotnych ostępach owiało słodkie pól powietrze i uczucie rodzinnego życia ogarnęło: zrozumiał uczucie Duchyński, i nie nalegał. Wkrótce zerwaliśmy się i w porządku ruszyliśmy do Worobjów. Wszedłszy na wieczór do wsi, jako tako posileni, podobnież spaliśmy leżąc jeden przy drugim pod stodołami i płotami. O ranku wyszliśmy i marszem przez Mostowlany na dzień pierwszy Zielonych świątek (dawn. stylu) zdążyliśmy do miasteczka Jałówki. Kompanje złożywszy strzelby i kosy na ziemi, spoczęły przy broni swojej na rynku. Konne widety stanęły na drogach poza miasteczkiem. Lud przybywający na nabożeństwo otoczył żołnierzy: odczytano Manifest Rządu Narodowego i Akt uwłaszczenia. Potem powołano kompanje do frontu i w zupełnym porządku weszliśmy do kościoła. Klęcząc oparci o strzelby i kosy odśpiewaliśmy pieśń: "Z dymem pożarów", a ksiądz święconą wodą pobłogosławił i broń i żołnierzy. Rozrzewnieni opuściliśmy kościół który się napełnił ludem. Kompanje złożywszy strzelby i kosy na ziemi, spoczęły przy broni swojej na rynku. Dostarczono wszelkiej żywności, którą żołnierze spożywali na miejscu, oficerowie, w dużej izbie przyległego zajazdu. Lud wysłuchawszy nabożeństwa, w większej niż przedtem liczbie otoczył partyzantów: na rozkaz naczelnika adiutant Nowosielski powtórnie obwieścił z konia Manifest Rządu Narodowego i Akt uwłaszczenia i wnet sporządzony został prawny protokół obwieszczenia. Częstowano szczerze i żołnierzy na rynku i oficerów w izbie. Wieczorem wyruszyliśmy z miasteczka i . przechodząc lasy Jałowskie przymaszerowaliśmy do wioski Wielkie-Hrynki.


     W Pierieciosach Ruskie powstańców obskoczyli. Niespodzianie zaszli. Ruskie mieli karabiny, a Polaki dubeltówki nabiwali. One nie byli patronówki . To takie berdanki, roboty przy nich. Nasypie prochu, kłaczem zabije, szompołom posztura. Znowuż loftki, potem zatknie. To pokąd oni nabiją te dubeltówki, to Ruskie nasiekli ich dużo. Oni wyskoczyli na łąkę, a Ruskie jak dali z lasu, to i nakładli ich. Który tam padł, a który nie, to do lasu. A sołdaty z tych pobitych dawaj pierścionki złote, zegarki zdzierać. A Polaki zeszli się znowuż, obeszli tą łąkę w koło, jak dali ze wszystkich stron, wpędzili do bagna. A tam jak poprawili kosami i położyli wszystkich, bo co nie zabity, to się utopił. To ojciec mówił. On stał przy moście, jak powstańcy sześć fury szyneli wieźli. I tam teraz jest ogromna mogiła.

Horodnianka.


     Pod Sokołdoju jak mietież był, był boj. Od Krynek kozaki nastupali. Polaki przeszli na ta strona, znaczy supraska i Mosta spalili. Ale od Supraśla nastupało wojsko rosyjskie. Ludzi haworat szczo ich z Supraśla. podprowadził. To oni na zad i dawaj bieriozki ciąć i na rzeka, i po nich na druga strona. To ich nakładli tam, że ten co wyszedł na druhoju storonu, to po tych pobitych. a kotoroho ochapili, to powiesili na Dubie, szczo do siechpor za rekojustaić. Tutejsze mahiłu im pastroili. A toho kryża, szczo zdieś staić, za sanacji nadleśniczy postawił.

Sokołda.


     Drugi raz to ich kozaki najechali. I pobili już Ruskie Polaków. To ten ich generał zebrał wojsko i mówił do nich. A jeden Polak siedział na dębie, bo to pod dębem było. I ten generał jeździ na koniu to w jedna, to w druga strona, tego konia zadziera.
- Spasibo wam rebiata! Spasibo wam sołdaty, czto wy charoszo starali!
A ten na drzewie jak siorbnie, jak da jemu w łeb. I zabił. Kozaki jak zaczną strzelać po tym dębie, aż on spadł. To tam mało liści na drzewie zostało się. To też tam w Piereciosach było.

Lipowy Most.


     Mieli kosy takie osadzone na tyczkach. To jeszcze dwa tygodni jak ja ją kończył, ta kosa. Bo ja wezmę pilnikiem natnę, natnę i piłował jo żelazo. Ja ją na złom zawioz. Długa taka, dziesiaciruczna i szeroka jak moja pięść. Strasznie stal była dobra, żelazo raz dwa potnie.
Ona się wzięła stąd, że jak ich rozegnali w Piereciosach, to jeden żołnierz leciał bez czapki, na plecach kosę niesie. Przyleciał do naszych mężczyznow, co gnój roztrząsali na polu.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Dajcie mnie ludzie jakie przebranie, jaką czapkę choć.
Dali mu kapuzę, kapotę. A ta kosa została się. I tak ta kosa była. Ojciec schował w stodole. Strach pomyśleć co by było, jakby ją kozaki znaleźli. Dwa tygodni jak ja jej na złom zdał.

Sokołda.


     Koło Mosta jak ich pobili, to któren jeszcze żyw był, to te dubeltówkę do zatoki. Jak już widzą, że nie ma co, je już nie ma londu i zdać się trzeba, to te zbroje do zatoki, do wody.
     Teraz nie ma tam wody, tylko mieścina jest. Teraz poorali, porobili rowy. Tu wojowali. Z jednej strony żołnierze, z drugiej. Porzucali wszystkie zbrojenie, takie berdanki co kurek bił po tym. Popatrzyli co ich biorą do niewoli, to oni wszystko te kosy, te szabli, pistolety wszystko porzucali.      To kowal przed wojną tam mosiężną rurę znalazł. Mówili, że to ichnia armata była. Pociął ją na tulei do woza.
     Koło borek były pobite powstańcy. Mój wujek szedł do siostry tam zamężnej. Kiedyś kawalery takie kulasy nosili. Jeszcze przed wojną byli pałki w modzie. My to kulasy nazywali. Kupowali w sklepie taki kijek z gałką. Czasem pobili się nimi. Ale to słabe bicie, bo te kulasy cienkie byli. Wujek szedł z taką kulasą, a przy drodze głowa leżała. I on to laską, ta głowa od drogi odkocił. Przyszedł do domu i położył się spać w stodole. A przychodzi do niego człowiek. Sini w białej koszuli, kołnierz duży, taki o. Ręce u niego sztywne, nie zginali się. I on zaczął się z wujkiem bić. Zwalili się na klepisko. I wujek już usiond, już u niego nie było sił. Koszula cała w trupeczkach. A ten stanął nad im i mówi:
     - Po co ty moja głowa bił? Po co nie uszanował? Ja pobity, moja głowa wala się, nie było komu schronić ją. Nikt na moją mogiłę nie przyjdzie modlić się. A ty jeszcze moja głowa pobił. Idź tam i pochowaj ją, bo tam i moje ciało. Jak nie zrobisz tego, co tobie mówię, to ja jutro przyde.
     On wziół młodszego brata i raniutko poszli pogrzebali tam gdzie ona leżała. I już wienc nie przyszedł.

Talkowszczyzna.